Nie lubię tych momentów, kiedy po fajnym biegu (najczęściej po takim,kiedy udało mi się osiągnąć coś nowego), kolejny okazuje się być słabszym.
Nogi są ciężkie, łydki bolą, myśli są ciężkie, męczę się szybciej i bardziej.
Do tego ta pogoda - nie sposób się nie zmęczyć jeśli słońce praży, duża wilgotność i nie masz czym oddychać.
Ale biegnę, bo przecież 'pogoda do biegania jest zawsze':)
Patrzę na starość, rano w parku. Biegnę. Widzę starość. Jest ok, jeśli starość jest sprawna, rusza się szybko, nie ociężale. Jeśli jest czysta, schludna i kulturalna. Jeśli nie poci się zanadto, nie śmierdzi i tryska poczuciem humoru. Jeśli pełna jest wigoru, radości z życia, satysfakcji. Jeśli podąża za zmianami, jest w miarę na bieżąco z kulturą, trendami, jeśli kultywuje tradycje, ma swoje wartości i zasady.
Tylko takiej starości nie ma! Takiej nie ma!
Starość jest niedołężna, cuchnie minionym życiem (nie zawsze świeżymi doznaniami), fermentuje, kiśnie i wędzi się! Starość nie zna litości, nie lubi się ruszać, woli raczej gnuśnieć przed otwartym oknem z łokciami na parapecie. Starość jest bezzębna, sepleni, ślini się, otwiera zaśniedziały skarbczyk z przeterminowanymi mądrościami i udaje, że jest najlepsza na świecie! Starość nosi moherowy beret.
Nie lubię starości. Nie wiem, czy będę umiała się z nią przywitać i zaprosić na herbatę, jak do mnie przyjdzie.
Może zrobię jej psikusa i zaproszę na wspólną przebieżkę? Może ją przechytrzę i ucieknę jej? Wezmę ją do siebie tylko pod warunkiem, że mnie przegoni.
Rano biega się najlepiej, wtedy starość jest bardziej ruchliwa niż popołudniu.
Rano jest najfajniej, jak wstaje słońce.
Rano starość szybciej można przegonić!
Zaklinam cię 'rano' - bądź dla mnie już zawsze!
to mówiłam ja - wariatka :)
źródło: www.zimbio.com
