środa, 7 sierpnia 2013

Biegacz na starość...

Moja kondycja. Dziś. Jest. Gorsza.
Nie lubię tych momentów, kiedy po fajnym biegu (najczęściej po takim,kiedy udało mi się osiągnąć coś nowego), kolejny okazuje się być słabszym.
Nogi są ciężkie, łydki bolą, myśli są ciężkie, męczę się szybciej i bardziej.
Do tego ta pogoda - nie sposób się nie zmęczyć jeśli słońce praży, duża wilgotność i nie masz czym oddychać.
Ale biegnę, bo przecież 'pogoda do biegania jest zawsze':) 
Patrzę na starość, rano w parku. Biegnę. Widzę starość. Jest ok, jeśli starość jest sprawna, rusza się szybko, nie ociężale. Jeśli jest czysta, schludna i kulturalna. Jeśli nie poci się zanadto, nie śmierdzi i tryska poczuciem humoru. Jeśli pełna jest wigoru, radości z życia, satysfakcji. Jeśli podąża za zmianami, jest w miarę na bieżąco z kulturą, trendami, jeśli kultywuje tradycje, ma swoje wartości i zasady.
Tylko takiej starości nie ma! Takiej nie ma! 
Starość jest niedołężna, cuchnie minionym życiem (nie zawsze świeżymi doznaniami), fermentuje, kiśnie i wędzi się! Starość nie zna litości, nie lubi się ruszać, woli raczej gnuśnieć przed otwartym oknem z łokciami na parapecie. Starość jest bezzębna, sepleni, ślini się, otwiera zaśniedziały skarbczyk z przeterminowanymi mądrościami i udaje, że jest najlepsza na świecie! Starość nosi moherowy beret. 
Nie lubię starości. Nie wiem, czy będę umiała się z nią przywitać i zaprosić na herbatę, jak do mnie przyjdzie.
Może zrobię jej psikusa i zaproszę na wspólną przebieżkę? Może ją przechytrzę i ucieknę jej? Wezmę ją do siebie tylko pod warunkiem, że mnie przegoni. 
Rano biega się najlepiej, wtedy starość jest bardziej ruchliwa niż popołudniu. 
Rano jest najfajniej, jak wstaje słońce.
Rano starość szybciej można przegonić!
Zaklinam cię 'rano' - bądź dla mnie już zawsze!


to mówiłam ja - wariatka :) 


źródło: www.zimbio.com


niedziela, 4 sierpnia 2013

Czternastka

Przebiegłam swoje pierwsze czternaście 'longiem' :-) Czas o dziesięć minut krótszy niż dwanaście km dwa tygodnie temu. Milowy krok do półmaratonu. Niestety popełniłam ten dystans z dużym błędem - z za małym zasobem energetycznym, co okupiłam złym samopoczuciem przez dwa dni. 
Poczułam ten błąd na dziesiątym kilometrze. Na szczęście spotkałam na swojej drodze biegacza, który wyprzedził mnie dwa razy i zmobilizował tym samym do walki! Zapłaciłam jednak sowicie za popełniony błąd.

Podczas biegu myślałam jednak głównie o technice biegu,o tym jak stawiać stopy,by nie obciążać kolan, o tym, że wybrałam sobie dość trudną trasę, o pogodzie (był upał), o strachu, kiedy biegłam w lesie. 
Myślałam też trochę o mojej rodzinie,jednak te myśli nie różniły się niczym od tych,które miewam nie biegając. Nie myślałam o tym, że trochę się krzywdzę wydatkując tak wiele energii nie dając sobie nic w zamian.
Czasem człowiek myśląc o sukcesie, nie myśli o konsekwencjach ;)
Kiedy następnego dnia po biegu przejrzałam dane o biegu, nie ukrywam, mocno się przestraszyłam. Spaliłam bardzo dużo kalorii, a byłam tylko o jednym bananie. To zdecydowanie nie było dobre posunięcie.
Nie należy jednak się samoumartwiać z tego powodu, a raczej wyciągać wnioski.
Wiem już, że więcej tego błędu nie popełnię (szczególnie, że moje samopoczucie przypominało mi o tym przez dwa dni).
Miałam tu jednak pisać o tym, co przychodzi mi do głowy podczas biegania. I tak się zastanawiam własnie czym te myśli różniły się od innych - podczas nie biegania. 
Chciałam ten bieg jak najszybciej skończyć (szczególnie po 10 km), ale chciałam też popełnić minimum 13 km, więc walczyłam do końca.

Myślałam dużo o trasie, po której biegłam - zastanawiałam się dokąd doprowadzi mnie ścieżka, czy chodnik się skończy i będę musiała biec ulicą...pierdolety.
Chyba jednak nie było to inspirujące doświadczenie literackie.
Zostawiam to więc, by móc cieszyć się z osiągnięć bardziej fizycznych.
Popełniłam czternaście i na tym nie poprzestanę!

Pozdrawiam
Wariatka

PS. Tu można zobaczyć mój bieg: CZTERNASTKA